Dziś już coraz rzadziej i niechętnie, nieliczni mieszkańcy Stanicy wspominają o pogańskim rodowodzie tego zwyczaju, wiarą w czary i wiedźmy, które miały spotykać się przy ognisku, w ustronnym miejscu w środku nocy. Podobny do fakli zwyczaj zwany paleniem żuru lub skrobaczek, praktykowany był onegdaj w niektórych częściach Śląska w Wielką Środę zwaną także „żurową środą”. Tego dnia należało pozbyć się „żurów” czyli różnego rodzaju brudów i odpadków min starych, zużytych mioteł zwanych skrobaczkami. Moczono je w smole, żywicy lub nafcie i zapala. Następnie młodzi chłopcy biegali po polach, uderzając nimi w ziemię, by jak wierzono dobrze rodziła, wypowiadając słowa: Żur pola, buchty chwila, co krok, to snop.
Obrzęd zawierał więc elementy magii wegetatywnej i urodzaju. Inne przekazy podają, iż chodzenie ze skrobaczkami praktykowano na pamiątkę szukania przez żołnierzy Chrystusa w ogrodzie Gethsemane. Natomiast w rejonie chazackim koło Rawicza zwyczaj palenia żuru kultywowano w Wielki Czwartek . Chazacy wynosili żur wielkich kadziach za wieś i wylewali go do wykopanych dołów. Palili też śmieci, oraz miotły z witek brzozowych pozostałe z przedświątecznych porządków. W niektórych regionach polski palenie w Wielką Środę lub Wielki Piątek ognisk na polach nazywano paleniem Judasza.